wtorek, 17 grudnia 2013

Dlaczego "Doctor Who" cieszy się taką popularnością?



   23 listopada tego roku w brytyjskiej stacji telewizyjnej BBC One został wyemitowany odcinek specjalny „Day of the Doctor” z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia serialu „Doctor Who”. Ilość fanów, którzy zasiedli przed komputerami czy telewizorami na całym świecie sprawiła, że epizod ten trafił do Księgi Rekordów Guinessa jako odcinek, który przy swojej premierze zgromadził największa liczbę widzów.
   Może najpierw zarysujmy fabułę i historię tego  serialu. „Doctor Who” to brytyjska telewizyjna legenda. Jest to serial science-fiction, który swoją premierę miał w stacji BBC 23 listopada 1963 roku. Przedstawia on przygody Doktora, przybysza z kosmosu, Władcy Czasu z planety Gallifrey. Serial można podzielić na dwie epoki: Classic Who i New Who. Dlaczego? Otóż w roku 1989 produkcja została zawieszona. Sezony sprzed przerwy, przedstawiające przygody pierwszych ośmiu Doktorów to epoka Classic Who. Serial został przywrócony przez Russela T. Daviesa w 2005 roku i trwa do dzisiaj – jest to epoka New Who. Nasuwa się teraz pytanie: Jakich ośmiu Doktorów? Przecież jest to serial o jednym Doktorze, więc jak może być ich ośmiu? Doktor, jako Władca Czasu, ma zdolność regeneracji. Oznacza to, że po pewnym czasie regeneruje się on i przybiera nową postać, zupełnie inną, a jednocześnie bardzo podobna do poprzedniej. Obecny Doktor, w którego wciela się Matt Smith, jest jedenasty z kolei, a nagrywane są już odcinki z Dwunastym Doktorem, którego zagra Peter Capaldi.
Władca Czasu zawsze podróżuje z Towarzyszem, którzy zmieniają się w różnych okolicznościach. Każdy Towarzysz jest dla Doktora osobą bardzo ważną, jest to jego najlepszy przyjaciel, który pomaga mu w różnych sytuacjach i dla którego Doktor poświęci praktycznie wszystko.
   Teraz można przejść do pytania: Dlaczego „Doctor Who” jest takim fenomenem na całym świecie? Wydaje mi się, że zastanawiał się nad tym każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z serialem. Na pewno sama postać Doktora ma na to duży wpływ. Jeżeli dokładnie oglądamy serial, widzimy, że Władca Czasu to bohater bardzo skomplikowany. Z jednej strony fani uwielbiają go za poczucie humoru, dosyć niespotykane ulubione dania (paluszki rybne z budyniem waniliowym), jego charakterystyczne zachowania (Jedenasty Doktor, który gry tylko widzi fez, zakłada go i bierze ze sobą), ale z drugiej jest to postać, której historia nas wzrusza. Doktor to ostatni z Władców Czasu, którego planeta w wyniku wojny została zniszczona. Ma Towarzyszy, owszem, ale są to zwyczajni ludzie ze zwykłym ziemskim życiem, do którego prędzej czy później muszą wrócić, więc zdarza się, że Doktor podróżuje bez przyjaciela i jest wtedy niesamowicie samotny. Dodatkowo, znając jego historię, wiemy, że ma wyrzuty sumienia, nieustannie musi powstrzymywać chęć zemsty i ogromny gniew. Jest to postać, którą uwielbiamy i której z całego serca współczujemy.
Mówiąc o Doktorze nie można zapomnieć o fenomenalnych aktorach odgrywających tę rolę. Każdy z nich sprawia, że „jego Doktor” jest inny, charakterystyczny. W epoce New Who każde wcielenie Władcy Czasu ma swoje powiedzonko. Dziewiąty Doktor, którego grał Christopher Eccleston, bardzo często podsumowywał sytuację jednym słowem „Fantastic!”. Dziesiąty Doktor, w którego wcielał się David Tennant, odlatując w TARDIS, czyli wehikule czasu każdego Władcy Czasu, prawie zawsze raczył nas wywołującym uśmiech na ustach „Allons-y!”. Odpowiednikiem tego powiedzonka jest „Geronimo!” Jedenastego Doktora, którego rolę odgrywa w serialu Matt Smith. Fascynujące jest to, że każdy z jedenastu Doktorów, a właściwie każdy z jedenastu aktorów wprowadza do serialu coś nowego, nie zmieniając jednak za bardzo postaci przez nich odgrywanej.
Dodatkowo, każdy Doktor uczy nas czegoś, np. Jedenasty Doktor mówi, że przez całe 900 lat swojego podróżowania w czasie i przestrzeni nie spotkał nikogo, kto nie byłby ważny. Jest to wbrew pozorom bardzo mądre i warto na takie morały płynące z serialu zwrócić uwagę.
   Drugim powodem może być fakt, że jest to najdłużej nadawany serial science-fiction, który do tego cały czas trzyma świetny poziom. Zwykle formuła serialu, nawet sitcomu, wyczerpuje się po kilku latach. W przypadku „Doctora Who” nie możemy mówić o spadku formy. Serial nadal jest bardzo interesujący, wzbudza gigantyczne emocje, przykuwa naszą uwagę. Doktor nadal sypie zabawnymi powiedzonkami jak z rękawa, jego przygody nadal nas fascynują, wrogowie przerażają, Towarzysze zdobywają serca widzów i odejście każdego z nich, Doktora czy Towarzysza, wywołuje falę wzruszeń i łez. Jest to trudne, ponieważ mimo że „Doctor Who” reprezentuje gatunek sci-fi, scenarzyści muszą cały czas przyciągać uwagę widzów, a nie zrobią tego wymyślając kolejnego potwora, kolejnej planety. Robią to, systematycznie uzupełniając naszą wiedzę o Doktorze, jego Towarzyszach, oraz planecie, z której pochodzi. Okazuje się, że każdy szczegół w tym serialu ma sens, na przykład wiek aktorów grających Doktora. W epoce New Who Doktor z każdym wcieleniem stawał się coraz młodszy. Dlaczego tak jest, wyjaśnia nam odcinek rocznicowy „Day of the Doctor”. Wszystko w tym serialu jest zaplanowane, przemyślane i logiczne.
   Świetna w serialu jest również jego fabuła. Zawirowania czasowe, które powodują, że oglądając 6 sezon serialu nagle mamy odniesienie do sezonu 2 albo wracamy do wydarzeń sprzed roku są również fascynujące, ale też niestety potrafią odstraszyć. Ludzie w dużej mierze oglądają seriale po to, by się zrelaksować, a nie po to, by musieć wysilić umysł w celu zrozumienia historii głównego bohatera. „Doctor Who” nie jest bowiem serialem, który można oglądać wyrywkowo. Żeby całkowicie zrozumieć, kim jest Doktor, dlaczego robi to co robi, jaki jest i dlaczego taki jest trzeba obejrzeć całe 7 sezonów epoki New Who, a w szczególności należy skupić się na sezonach  5-7, w których jest najwięcej odniesień do historii Doktora. Najlepiej jednak oglądnąć wszystkie sezony po kolei. Mamy wtedy pewność, że nic nam nie umknie i wszystko to, co powinniśmy wiedzieć, wiemy.
   Ważnym czynnikiem wpływającym na popularność serialu jest fakt, że jest on oglądany przez pokolenia. Jeżeli ktoś zaczął oglądać przygody Władcy Czasu w 1963 roku i sumiennie siadał przed telewizorem, zagłębiając się w jego przygody, to bardzo prawdopodobne, że w 2005 roku, gdy serial został wznowiony, oglądał pierwszy odcinek nowej epoki serialu wspólnie ze swoim dzieckiem czy wnukiem. Serial trafia do każdego pokolenia, wszyscy znajdą coś, co szczególnie im się spodoba, coś co za każdym razem ich wzruszy, każdy znajdzie swojego ulubionego Doktora i Towarzysza. Jest to również fenomen, ponieważ obecnie serialami dla całej rodziny są raczej sitcomy. Nie spotkałam się z serialem historycznym czy obyczajowym, który byłby oglądany regularnie przez nastolatkę, jej rodziców i dziadków. W przypadku „Doctora Who” taka sytuacja jest bardzo prawdopodobna.
   Ostatnim, ale nie najmniej ważnym, powodem jest to, że „Doctor Who” może być traktowany jako dobra lekcja historii. W serialu są przedstawione ważne wydarzenia i postaci z całej historii, np.: królowa Elżbieta I, II Wojna Światowa, Winston Churchill, królowa Wiktoria, które są połączone z całkowicie abstrakcyjnymi aspektami serialu (królowa Wiktoria będąca wilkołakiem, robot pomagający Winstonowi Churchillowi wygrać wojnę z nazistami). Najbardziej fascynujące jest to, że takie połączenie faktów z abstrakcją działa. Powoduje, że po obejrzeniu odcinka mamy ochotę dowiedzieć się więcej o historii II Wojny Światowej czy królowej Elżbiecie I.
   „Doctor Who” jest serialem jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym i legendarnym. Na całym świecie ma rzeszę wiernych fanów opowiadających o jego historii swoim znajomym, co też odgrywa ogromną rolę w zdobywaniu popularności przez ten serial. Nie wydaje mi się, by w Wielkiej Brytanii była osoba nie znająca tego serialu choćby z tytułu. Dowodem może być to, jak wielkim wydarzeniem była pięćdziesiąta rocznica serialu. Na Google Maps na jednej z londyńskich ulic można było zobaczyć TARDIS i wejść do niego, BBC One przez cały dzień nadawało różne programy mające na celu pokazanie widzom historii powstawania serialu, powstały mini odcinki, które przypominały nam wcześniejsze wcielenia Doktora. Myślę, że jest to wystarczający dowód na legendarność pierwszego serialu science-fiction, który był nadawany przez 50 lat z przerwami.

1 komentarz:

  1. Świetnie piszesz, a Doctor wymiata <3 Strasznie żałuję, że 9th był tak krótko D: Uwielbiam go, jest strasznie niedoceniany <3

    OdpowiedzUsuń