Musical. Słysząc to, wiele osób krzywi się, kojarząc owe
słowo z cukierkowym światem przedstawionym w „Grease” albo głupotami dla
nastolatek, którym jest z pewnością „High School Musical”. Część ludzi zna
tytuły takie jak „Rocky Horror Picture Show”, „Cats” czy „Wicked”. Tym, którzy
nie przepadają i/lub nie znają tematu, tylko kojarzą niektóre tytuły, pomysł
serialu-musicalu wydaje się po prostu głupi. Nachodzi nas więc pytanie: Czy
można zrobić musical o formacie serialu, który nie byłby totalną porażką?
Odpowiedź brzmi
tak. Przykładem jest właśnie „Glee”. Może najpierw przybliżę trochę fabułę:
Nauczyciel języka hiszpańskiego w jednym z liceów w Ohio, William Schuester,
decyduje się wskrzesić szkolny chór. Należą do niego przedstawiciele prawie
każdej grupy w owej szkole, a plany Williama za wszelką cenę chce pokrzyżować
trenerka cheerleaderek, Sue Sylvester. Brzmi banalnie? Nic z tych rzeczy. To
znaczy, oczywiście, streszczenie nie jest za bardzo zachęcające, ale cały ten
banał w tym serialu działa! Jakie są przyczyny sukcesu serialu? Temu właśnie
chcę się przyjrzeć.
Po pierwsze:
bohaterowie. „Glee” może się poszczycić zestawem jednych z najbarwniejszych
postaci, jakie widziałam w serialach. Mamy Rachel Berry: niską Żydówkę,
przeciętnej urody, uważającą się za
lepszą od całego świata i mającą jedno jedyne prawdziwe marzenie: Zostać
gwiazdą na Broadwayu. Drugi przykład: Finn Hudson. Kapitan szkolnej drużyny
futbolowej, jeden z najpopularniejszych chłopaków w szkole, nie grzeszącego
inteligencją i dla którego popularność liczy się bardziej niż sam chciałby
przyznać. Po trzecie: Kurt Hummel. Nastoletni gej, który jako jedyny w całej
szkole „wyszedł z szafy”, mający z powodu swojej orientacji seksualnej wiele
nieprzyjemności i na którego zawsze można liczyć, jeżeli chodzi o sprawy
związane z modą. To tylko trzy przykłady indywidualności w tym serialu. Tak
naprawdę w „Glee” są pokazane postaci, które widzowie w wieku licealnym czy
gimnazjalnym znają ze swoich szkolnych korytarzy. Mamy cheerleaderkę, dla
której popularność jest najważniejsza, mamy wredną Latynoskę, która obraża
praktycznie wszystkich, głupiutką blondyneczkę, nieśmiałą Azjatkę, chłopaka,
który znęca się nad słabszymi – takie osoby są wszędzie, w każdej szkole, w
każdym kraju, a jednocześnie bohaterowie są bardzo charakterystyczni, wręcz
przerysowani. Zapamiętujemy ich, nieważne czy tego chcemy czy nie, czy ich
lubimy czy nienawidzimy. Pamiętamy o zarozumiałej Rachel i głupiutkim Finnie.
To też prowadzi
do drugiego powodu: Możemy utożsamiać się z bohaterami. Jestem pewna, że każdy,
kto ogląda ten serial zna osoby, które są jak bohaterowie. Wszyscy kojarzymy
wredne, popularne dziewczyny, kujonów, itp., ponieważ mijaliśmy je na szkolnych
korytarzach. Możliwe też, że sami byliśmy/jesteśmy jak bohaterowie – może ktoś
z oglądających jest nieśmiały albo boi się ujawnić swoją orientację seksualną,
bo wie, jakie są tego konsekwencje. Bardzo prawdopodobnym jest, że siedząc przed
telewizorem myśli sobie „Hej, nie jestem w tym sam…”.
Sytuacje
przedstawiane w serialu są również realistyczne. Niestety to, co jest pokazane
w serialu – znęcanie się nad słabszymi, dręczenie osób o innej religii czy
orientacji seksualnej – często spotykamy w obecnych czasach. Dzięki temu osoby,
które są ofiarami, mogą poczuć się lepiej, bo wiedzą, że nie są same.
Uświadamia się je, że ten problem jest ogólnoświatowy, ale też że jest dla nich
pomoc, wystarczy o nią poprosić.
Chyba najważniejszy
powód dla serialu musicalowego: Muzyka. Wydawać się może, że w takim serialu
będą tylko najnowsze piosenki Lady Gagi, Katy Perry czy Justina Biebera. Nic
bardziej mylnego! „Glee” łączy w sobie muzykę z „Funny Girl”, Michaela
Jacksona, Lady Gagi, Journey, Queen i Johna Lennona. Wszystkie, naprawdę
wszystkie gatunki muzyczne pojawiają się w serialu. Dodatkowo, nierzadko są to
własne interpretacje piosenek, które w oryginale są rąbankami, w serialu
zaśpiewane są jako ballady. Każdy znajdzie jakąś ulubioną piosenkę, coś, co go
zachwyci.
Czy „Glee” to
serial dla wszystkich? Nie. Trzeba lubić musicale, trzeba akceptować to, że nie
tylko oryginalne wersje piosenek są godne przesłuchania, trzeba lubić seriale
młodzieżowe. Nawet jeżeli wszystkie trzy warunki są spełnione, nie jest
powiedziane, że polubi się bohaterów. Są bardzo przerysowani, dla niektórych aż
nazbyt. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że „Glee” osiągnęło bardzo duży
sukces jak na młodzieżowy serial musicalowy. Warto dać mu szansę*.
Do zobaczenia,
Seras
*Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że serial jest w coraz
słabszej formie. Mimo wszystko go uwielbiam i polecam.